„Spokój w pracy” – można i z takim podejściem

W dzisiejszym wpisie chciałbym się podzielić z Wami pewnym sposobem na wykonywanie pracy, prac – w ujęciu jako codzienne czynności, nie tylko te „służbowe”.

“Spokój w pracy” – tak mawiał często trener za moich zawodniczych czasów. Do końca nie rozumiałem tego wtedy. Jako młody zawodnik judo, troszkę mi się kłócił spokój z tak dynamicznym sportem. Podchodziłem do tego jeden do jednego. Wyjaśnienie o co chodzi jest dosyć proste i zrozumienie tego jest początkiem drogi do pojęcia zagadnienia. Przyjrzyjmy się procesowi akceptacji postaw życiowych, światopoglądu, itd. Istotne są tutaj dwa czynniki. Pojęcie intelektualne (czyli, po prostu wspomniane już zrozumienie tematu) oraz emocjonalne przyjęcie („trzeba poczuć”). To drugie, wbrew pozorom, jest dużo ważniejsze niż pierwsze.

O co chodzi?

Spokój w pracy, w rozumieniu mojego byłego trenera, to pewien rodzaj uporządkowania i akceptacji. Czego dokładnie? Wyjaśnię to na przykładzie. Uczę się pewnej techniki zakładania duszenia. Mój kolega nauczył się szybciej. Co w związku z tym? No właśnie – nic. Tu jest zawarta pokora i akceptacja własnych predyspozycji, bez porównywania ich z właściwościami innych. To zdrowe skoncentrowania na sobie, bardzo świadome, bez niepotrzebnych „rozpraszaczy”. Takie podejście pozwala zachować pełen potencjał swojej energii i skierować ją we właściwy sposób. Kolejny przykład: nie chce mi się dzisiaj iść na trening, więc – idę! Rozumiem, że czasem organizm się buntuje – zwyczajnie mu się nie chce. Spokojnie sobie idę swoją drogą, a lenistwo „swoją”.

Kiedy to poczułem?

W moim konkretnym wypadku, kiedy postawa złożyła się na sukces. Nie jakiś wielki, ale taki w ramach moich możliwości. Zdobyłem 3 miejsce na Mistrzostwach Polski w tym sporcie. Był to efekt właśnie tego podejścia. Spokojne robienie „swojego” nie zważając na pośrednie zawody, w których nie szło mi najlepiej, jak i nie obrastając w piórka w takich, w których szło mi super. Tak samo na treningach – spokojnie pracowałem, nie skupiając się na porażkach czy wygranych w sparingach. To na czym się skupiałem to systematyczność i świadomość cyklu treningowego. Dla każdego sportu jest on inny i nie będę tutaj się na nim skupiał, bo byłby to za duży „offtopic”. W każdym razie to taka instrukcja jak pracować.

Czasy zawodnicze to przeszłość, jednak ta bezcenna lekcja pozostała. Śmiało można ją przełożyć na każdy aspekt naszego życia bo mówi o niczym innym jak o pracy. Nawet teraz kiedy piszę ten tekst, świeci piękne słońce i człowiek chętnie by poszedł np. nad wodę, ale na tą aktywność też jest czas, np. w weekend. Teraz zaplanowane jest napisanie – mam nadzieję – ciekawego tekstu. Radość z wykonania pracy osiągnięta😊