Bez kombinowania

Wiele słów, którymi dzisiaj posługujemy się na codzień ma swój początek w łacinie. Często odnoszę się do języka łacińskiego w rozumieniu znaczenia słów, ponieważ przekład jest prostolinijny. Nie ma w nim miejsca na luźną interpretację.

Chciałbym dziś odnieść się do tolerancji. Słowo to w języku łacińskim “tolerantio” powstało od słowa – również łacińskiego – “tolerae”, czyli wsparcie. Tak, tak…związek tych dwóch słów jest tutaj nieodzowny, aby dobrze zrozumieć co tolerancja oznacza. Dodatkowo pisząc z ramienia naszej fundacji, jestem przekonany, że poniższe znaczenie wpisuje się w misję Stella Virium.

Myślenie krytyczne

Taki rodzaj myślenia, zawiera w sobie związek przyczynowo – skutkowy. To sztywna zasada logiki, która tłumaczy związek tolerancja – wsparcie. Jedno bez drugiego istnieć nie może, a przynajmniej nie w sposób zrozumiały. Sama tolerancja oznacza akceptowanie czegoś nie do końca przyjemnego dla nas. Dlaczego więc łączy się ze wsparciem? Myśląc tolerancja warto skupić się na wzajemności. Wzajemność doświadczeń między różnymi kulturami, sposobami życia, wymaga właśnie tolerancji, ponieważ nie każde uwarunkowania kulturowe mogą się nam podobać, a wręcz wzbudzać nasze oburzenie, ale by pozostać otwartymi umysłami na innych, potrzebujemy akceptacji. Nasuwa się proste pytanie. Po co? Już wyjaśniam. Posłużę się tutaj cytatem Eckharta Tollego. Jest on współczesnym nauczycielem duchowym i autorem książek i wykładów z dziedziny duchowości. Nie jest związany z żadną konkretną religią ani tradycją.

“Związki, są nie po to, aby czerpać z nich przyjemność, ale po to by się rozwijać.”

To daleko idące stwierdzenie, więc pozwólcie, że nie będę uciekał od tematu rozwodząc się nad pierwszą częścią zdania, a skupię się na tym rozwoju. Myślę, że autorowi chodziło o dobrą prawdę tego, iż poprzez relacje z drugim człowiekiem rozwijamy się. W oczach innej osoby dostrzegamy i poznajemy tak naprawdę siebie. Aby tworzyć relację z drugim człowiekiem potrzebujemy tolerancji. W ujęciu definicji – akceptacji tego, co nie do końca nam odpowiada, a jest czyjeś, bo każdy jest jakiś. Wymaga to od nas pokory, ale myślę, że to uczciwa cena za relację z drugim człowiekiem, ergo – za możliwość rozwoju. Idąc tokiem naszego związku przyczyna – skutek, “płacimy” naszą tolerancją odmienności drugiego człowieka, aby mieć szansę na wzajemność z nim i przez to po prostu rozwijać się w naszym człowieczeństwie. Pisząc ten tekst, przychodzą mi wspominki powiedzeń mojego św. pamięci dziadziusia. Często mawiał:

“Gdzie dwóch się bije, tam obaj przegrywają.”

Tak myślę, że jego powiedzenie ma tutaj doskonałe zastosowanie. Zawsze można się z kimś kłócić, odrzucać wzajemność i przez to zamykać się na siebie, ale przez to oboje na tym tracimy. Częstym tematem wielu duchowych rozważań jest to czy tolerancja ma swoje granice? Myślę, że ma i często mylona jest z afirmacją. Oczywistym jest, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna drugiego i w tym miejscu powinniśmy postawić mocno granicę. Wzajemność z samej swojej definicji wymaga zaangażowania drugiej strony, więc im większa wzajemność rozumiana właśnie jako obopólne zaangażowanie, tym nasze granice mogą być szersze. W przypadku jednostronności, nie ma żadnej tolerancji i nie ma więc mowy o otwieraniu naszych granic.